Stali bywalcy Industrialnej Zagrody znają go doskonale. Ci, którzy po raz pierwszy nas odwiedzają już o nim słyszeli lub widzieli na popołudniowym spacerze w okolicy Parku Dittricha. Mowa tu o wielbłądzie Stefanie, który zyskał ogromną popularność dzięki licznym artykułom publikowanym w lokalnej prasie.

 

Ale jak to się stało, że Stefan trafił do Żyrardowa? Jak wyglądały jego początki w zagrodzie? Czy ten ogromny zwierzak od początku odnalazł się w nowym domu? Jakie postępy zrobił od pierwszych dni w Industrialnej Zagrodzie?

 

– Początki były bardzo trudne. Ciężko było mu zrozumieć, że jest w nowym miejscu. Tęsknił. Po około dwóch tygodniach powoli zaczął oswajać się z otoczeniem. Poznał inne zwierzęta, które mieszkały w zagrodzie. Po miesiącu tj. w listopadzie ubiegłego roku pojechał na szkolenie do Krakowa, gdzie nauczył się podawać łapę. – wspominał Wiesław Jagiełło, który od początku zajmował się oswajaniem Stefana. – Trzeba przyznać, że Stefan był bardzo oporny na naukę sztuczek i dobrych manier. Gryzł nas po rękach, dlatego zaczęliśmy posypywać ręce pieprzem, tak by go odstraszyć.

 

Pierwsze dni wielbłąda Stefana w zagrodzie nie były proste. I choć to nadal dzieciak, wiele się w jego życiu zmieniło. Duży wpływ na jego charakter miał kontakt z opiekunami, którzy starali się powoli wprowadzać zasady, które wielbłąd musi przestrzegać. Początkowo niesforny Stefan podgryzający kostki, brykający po zagrodzie i ganiający inne zwierzęta, z czasem stał się łagodny, choć nadal ma swoje humorki.

 

Jego charakter najbardziej ukształtowały codzienne lekcje dobrego wychowania z opiekunami zagrody, którzy nagradzali za dobre zachowanie suchym chlebkiem czy marcheweczką, a ganili za niesforne zachowanie. Stefan nauczył się również wielu sztuczek zanim został oddany pod opiekę wolontariuszy z Industrialnego Wolontariatu. Mając roczek umiał już podawać łapkę, siadać i wstawać na zawołanie, kłaść się na bok, a także podnosić się z człowiekiem siedzącym na nim.

 

– Niedługo drugie urodziny Stefana. Jego charakter zmienił się znacznie od pierwszych dni w zagrodzie. Nadal zdarza mu się nas nie słuchać, ale ostatnio bardzo złagodniał. Nic dziwnego, w końcu od pewnego czasu w jego życiu pojawił się ktoś ważny… wielbłądzica Nel. – opowiadał z uśmiechem Pan Wiesław.

 

 

Autor: Katarzyna Piwowska, Wiesław Jagiełło
Zdjęcia: Marta Obłąkowska, Zuzanna Siemińska