Pewnego dnia przez przypadek natknęłam się na post Industrialnej Zagrody ,głoszący: ,,Szukamy Wolontariuszy ”. Bez dłuższego zastanawiania się, pomyślałam, że muszę się zgłosić. Postanowiłam zatem w jeden z czerwcowych weekendów wybrać i sprawdzić o co właściwie chodzi z tym wolontariatem.

 

Po przekroczeniu furtki moim oczom ukazały mi się dwie kobiety. Pierwsza stała przy ogromnym wielbłądzie baktrianie (dwugarbny), a za drugą biegła spora grupka kóz. Widok nieziemski. Sama bardzo chciałam spróbować dogadać się ze zwierzakiem innym niż pies czy kot. Podczas pierwszej naszej rozmowy opowiedziałam trochę o sobie, o tym że jeździłam konno przez 6 lat i pomagam w schronisku.

 

Choć w zagrodzie jest wiele niezwykłych zwierząt, wybór moich przyszłych podopiecznych był prosty – padło na osiołki. W końcu to najbliższa rodzina koniowatych. Jednak różnią się od siebie dość sporo. Nie tylko wyglądem. Osioł jak każdy wie upartym być potrafi jak nikt inny. Nie będzie robił tego co chcesz jeśli jemu się to nie podoba. Nie dadzą nic prośby, groźby, łzy i krzyk. On nie chce i już. Bywa ciężko z jednym, a w naszej zagrodzie mieszkają aż dwa osiołki – Żwirek i Lojzik.

 

Jednak jest sposób i na największego uparciucha. W przypadku naszych osiołków wystarczyło sprawdzić co lubią robić, a czego nie. Czasem trzeba też trochę odpuścić, żeby i one odpuściły nam. Im więcej czasu z nimi spędzam tym bardziej wydaje mi się, że są wytrwałe, a nie tak jak wszyscy mówią uparte. Nie wybaczą nam tak od razu jak konie czy kuce za kawałek marchewki (co wcale nie znaczy, że jej nie zjedzą ).

 

Żwirek potrafi się obrażać nawet na tydzień. Mimo wszystko on i jego brat Lojzik potrafią też pokazać dokładnie te cechy, za które je kocham. Praca z osiołkami wymaga wiele czasu, cierpliwości i zdecydowanie wytrwałości. Z racji tego, że nie jest łatwo, osiągane efekty ciężkiej pracy cieszą dwa razy bardziej.

 

autor: Martyna Budzińska
redakcja: Katarzyna Piwowska
foto: Kamil Banaszek